Kowalczyk: "Niesamowicie szczęśliwa"

2010-02-28

Justyna Kowalczyk po 38 lat zdobyła złoty medal olimpijski dla Polski w sportach zimowych. Wygrywając na trasach w Whistler bieg na 30 km stylem klascznym została najbardziej utytułowanym polskim sportowcem w dyscyplinach zimowych.

- Jaka była pierwsza myśl po minięciu lini mety?

- Pomyślałam sobie, że jestem bardzo zmęczona. Ogólnie jestem niesamowicie szczęśliwa, że zdobyłam ten medal. Na przemyślenia przyjdzie czas później. Wszystko dojdzie do mnie pewnie dopiero wtedy, kiedy będę w Lahti, kiedy nie będzie wokół mnie już takiego gwaru. Wtedy pomyślę sobie pewnie: daliśmy radę.

- Jak wyglądał ten zwycięski bieg z twojej perspektywy?

- Najpierw było 20 kilometrów ciężkiej pracy, później Kristin Steira zaatakowała. Jej narty jednak bardzo słabo jechały na zjeździe. Nie miałam możliwości wyprzedzenia Kristin, bo z boku był świeży śnieg, w który nie mogłam wjechać. Wtedy Marit odjechała na zjeździe, na szczęście ja cały czas miałam ją w zasięgu wzroku. Starałam się powoli ją dochodzić. Tak właśnie trzeba było zrobić. Oczywiście można było puścić się sprintem, ale to by oznaczało zakwaszenie mięśni, a wtedy na pewno nie byłoby tak dobrego finiszu. A jak już dobiegłam do Marit, to się po prostu za nią wiozłam. Próbowałam odpoczywać, o ile oczywiście przy takim tempie to jest możliwe. Starałam się znaleźć choć sekundę więcej by odpocząć. Na zjeździe posiedzieć dłużej, złapać oddech.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, czego dokonałaś?

- Cieszę się, że te igrzyska tak mi wyszły. Każdy mój bieg, podkreślam każdy, był wykonany najlepiej jak tylko potrafiłam. Tak na prawdę ten ostatni bieg nie był najlepszy ze wszystkich. Wydaje mi się, że najlepszy bieg, to był na 10 km łyżwą. Z niego jestem z niego niesamowicie dumna. Oczywiście złoto olimpijskie, to złoto olimpijskie. Cieszę się, bo jestem jedynym sportowcem, który ma Puchar Świata, mistrzostwo świata, Tour de Ski i złoto olimpijskie. To jest dla mnie coś niesamowitego. Jestem zadowolona przede wszystkim z tego, że trafiłam z życiową formą na najważniejszą imprezę czterolecia.

- Czy spodziewałaś sie, że w biegu na 30 km o zwycięstwie będzie decydować 0,3 sekundy?

- Zdarzały się już takie biegi. W Turynie złoto olimpijskie przegrałam o 1,2 sekundy też na finiszu. Wtedy jednak biegłam trochę inaczej.

- Po takim sukcesie staniesz jeszcze bardziej popularna. Przygotowana jesteś na Kowlaczykomanię?

- Jestem gotowa na walkę z tym, co mnie czeka przez najbliższy miesiąc. Gotowa jestem także na to, by jak najbardziej bronić swojej prywatności. Po Libercu zrobiono mi piekło z życia, ale mam nadzieję, że i tym razem się obronię.

Małgorzata Ziemba z Whistler