Martyna Swatowska-Wenglarczyk: „Czekałam 14 lat, żeby stanąć na olimpijskim podium. Warto było wytrwać”

17 sierpnia 2010 roku Martyna Swatowska-Wenglarczyk zapisała się w historii polskiego olimpizmu, zdobywając pierwszy medal dla Polski podczas Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Singapurze. Czternaście lat później, podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, wspólnie z koleżankami z reprezentacji wywalczyła brązowy medal w drużynowym turnieju szpadzistek. Był to jubileuszowy, 300. medal Polski w historii letnich igrzysk olimpijskich.

Dziś olimpijka wspomina swoją drogę od młodzieżowego do seniorskiego olimpijskiego podium, opowiada o trudnych momentach kariery i przekazuje słowa wsparcia młodym polskim sportowcom, którzy wystartują w Dakarze 2026.

– 17 sierpnia 2010 roku zdobyłaś pierwszy medal dla Polski w historii Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich. Czy już wtedy miałaś świadomość, że zapisujesz się w historii polskiego olimpizmu, czy znaczenie tego sukcesu dotarło do Ciebie dopiero z czasem?

– Myślę, że już w Singapurze zdałam sobie sprawę z tego, że zdobyłam pierwszy medal dla naszej reprezentacji i to podczas pierwszych w historii Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich. Bardzo cieszyłam się z tego powodu, że mogłam rozpocząć tę serię medalową na igrzyskach.

– Kiedy wracasz pamięcią do Singapuru, co przypomina Ci się najmocniej z dnia, w którym wywalczyłaś indywidualny brązowy medal?

– Kiedy wracam pamięcią do Singapuru, pamiętam przede wszystkim, że byłam tego dnia bardzo skupiona. W ogóle nie nastawiałam się na zdobycie medalu. Nie jechałam tam jako faworytka do podium, jednak bardzo dobrze mi się walczyło. Najbardziej zapamiętałam pojedynek o brąz z zawodniczką Hol z USA. To była bardzo ciężka walka. Pamiętam ogromne szczęście, kiedy wygrałam i okazało się, że zdobyłam medal.

– Z Singapuru przywiozłaś dwa medale: indywidualny brąz dla Polski i srebro zdobyte z międzynarodową drużyną Europy. Jak wspominasz rywalizację u boku zawodników z innych krajów, którzy na co dzień byli Twoimi przeciwnikami?

– Rywalizacja drużynowa w szermierce wyglądała tak, że w każdym zespole było po jednym zawodniku z każdej broni. Każdy z nas walczył z zawodnikiem ze swojej broni z przeciwnej drużyny. Bardzo dobrze stworzyliśmy nasz zespół, chociaż wcześniej tak naprawdę się nie znaliśmy. Podczas zawodów wspieraliśmy się, udzielaliśmy sobie rad. To na pewno było bardzo fajne doświadczenie.

– Co dało Ci doświadczenie z Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w dalszych etapach kariery, w drodze do startu w seniorskich igrzyskach olimpijskich?

– Start w Singapurze na pewno przyczynił się do tego, że miałam dużo większą motywację do trenowania. Stojąc na podium w Singapurze, ale też uczestnicząc w całych igrzyskach, w ceremonii otwarcia, mieszkając w wiosce olimpijskiej, wiedziałam, że chciałabym kiedyś wystartować w seniorskich igrzyskach olimpijskich. Wiedziałam też, że chcę zdobyć na nich medal.

– Od podium w Singapurze do medalu w Paryżu minęło czternaście lat. Co było najtrudniejsze na tej drodze i co pomagało Ci wytrwać w dążeniu do olimpijskiego podium?

– Myślę, że najtrudniejsze było wytrwanie po porażkach. Dla mnie szczególnie trudne okazało się przejście z kadry juniorskiej do seniorskiej. Przez lata byłam w kadrze B, nie łapałam się do pierwszego składu reprezentacji. Dopiero po igrzyskach w Tokio wywalczyłam indywidualny brązowy medal mistrzostw Europy seniorów. Później razem z dziewczynami zdobyłyśmy drużynowe mistrzostwo świata i wywalczyłyśmy kwalifikację do Paryża. Myślę więc, że najtrudniejsze było wytrwanie w tych latach, kiedy nie było największych sukcesów.

– W Paryżu wspólnie z Renatą Knapik-Miazgą, Aleksandrą Jarecką i Alicją Klasik zdobyłyście 300. polski medal w historii letnich igrzysk olimpijskich. Jak przeżyłaś moment, w którym po dramatycznej końcówce meczu z Chinkami mogłyście już razem cieszyć się z brązu?

– Cały start w Paryżu, cały ten dzień, był dla mnie bardzo emocjonujący. Towarzyszyły mi wręcz skrajne emocje. Z jednej strony niesamowity stres i pełne skupienie, ale później również satysfakcja, euforia i niesamowite szczęście po zdobyciu medalu. Dlatego jednym słowem określiłabym ten start jako bardzo emocjonujący. To były naprawdę skrajne emocje.

– Masz w dorobku pierwszy polski medal Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich i udział w zdobyciu jubileuszowego, trzechsetnego medalu seniorskich letnich igrzysk. Jakie znaczenie mają dla Ciebie te dwa miejsca w historii polskiego olimpizmu?

– Tutaj dodam jeszcze, że mam również srebrny medal igrzysk europejskich. Tak więc na wszystkich możliwych igrzyskach – młodzieżowych, europejskich i tych seniorskich olimpijskich – zdobyłam medale. Jeśli chodzi o numer, czy to trzechsetny, czy pierwszy, nie ma to dla mnie aż takiego znaczenia jak fakt, że rzeczywiście jestem medalistką olimpijską. To jest dla mnie bardzo ważne, ponieważ jako młody sportowiec zawsze marzyłam o medalach igrzysk olimpijskich. Trenuję sport niszowy, jakim jest szermierka, który nie jest zbyt popularny. Dlatego spełnianie moich sportowych marzeń i zapisanie się na kartach historii jest czymś bardzo ważnym, niesamowitym i daje mi ogromne spełnienie jako sportowcowi.

– Przed nami IV Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie Dakar 2026. Jakie życzenia i słowa wsparcia chciałabyś przekazać młodym polskim olimpijczykom, którzy już za chwilę rozpoczną swoją olimpijską przygodę?

– Życzę wszystkim młodym zawodnikom wytrwałości w dążeniu do spełnienia swoich sportowych marzeń. Jak widać, ja czekałam 14 lat, żeby stanąć na podium seniorskich igrzysk olimpijskich, więc trochę tej cierpliwości musiałam nabrać. Życzę Wam też, żebyście dobrze się bawili podczas tego wyjazdu i potraktowali go jako wspaniałe doświadczenie. Ja po tych wszystkich latach, a minęło już 16 lat, zawsze wracam z uśmiechem do wspomnień z Singapuru. Był to dla mnie jeden z najlepszych wyjazdów w całej karierze sportowej.

Rozmawiał Tomasz Piechal/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl