Judoczka Julia Błaszczyk to kolejna zawodniczka, która swój marsz po olimpijskim szlaku rozpoczęła podczas EYOF w Skopje. Teraz w Dakarze, podczas Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich, gdzie wystartuje rozstawiona z numerem 1, pokona kolejny stopień imprez rangi olimpijskiej, ku seniorskim igrzyskom.
– Jak wspominasz Olimpijski Festiwal Młodzieży Europy w Skopje? Co z niego zapamiętałaś najlepiej?
– Wspominam go bardzo, bardzo dobrze. To był mega świetny start. Poznałam bardzo, bardzo dużo nowych osób i z każdego kraju, więc no to dla mnie było najfajniejsze.
– Poczułaś tę atmosferę wioski olimpijskiej, która czekać będzie na Ciebie na dużych igrzyskach olimpijskich? Prawdopodobnie to była pierwsza Twoja multisportowa impreza, czy już uczestniczyłaś w podobnej?
– Nie, to właśnie EYOF był taką pierwszą imprezą.
– Jak Ci się ona podobała? Czy to jest faktycznie coś innego niż takie zawody, gdzie tylko jest judo?
– Tak, to jest zdecydowanie coś innego. Poznałam naprawdę wiele osób i ta wioska olimpijska, ta cała atmosfera – to było takie fajne.
– Czy nawiązałaś jakieś kontakty w Skopje z zawodnikami innych dyscyplin, które przetrwały do tej pory?
– Tak, z niektórymi osobami z Polski, które poznałam w Skopje, nadal mam kontakt.
– Po Skopje do Twojej kolekcji trafiły kolejne ważne medale.
– Tak. W tym roku, mój najważniejszy medal jaki zdobyłam, to był brąz mistrzostw świata kadetów, a w międzyczasie mistrzostwo Polski i medale Pucharów Europy.
– No i dzięki temu do Dakaru jedziesz jako zawodniczka rozstawiona z numerem jeden. Czy to jest dla Ciebie jakaś większa presja czy wręcz pomaga Ci to przed startem?
– Nie, ja nie czuję na sobie żadnej presji. Nawet jakbym była rozstawiona, na przykład z ósemką, to nie ma znaczenia. Tak samo trzeba się bić i walczyć o złoto.

– Jednak jesteś turniejową „jedynką”, więc rywalki będą na Ciebie patrzeć trochę inaczej. Jakie masz do tego nastawienie?
– Ja mam takie nastawienie, że jadę pokazać swoje najlepsze judo. Zresztą na każdy turniej jadę z takim celem. Postaram się dać z siebie sto procent i myślę, że będzie finał. Najważniejsze, żebym się nie poddawała podczas walk.
– Czy znasz już listę startową? Wiesz, które z Twoich największych rywalek tam będą?
– Znam. Będzie tam wicemistrzyni świata kadetów z tego roku – Yuksel Sema Nur, zawodniczka z Turcji rozstawiona z numerem dwa. Mam nadzieję, że spotkamy się w finale. Rok temu mistrzostwa świata zakończyłam bez medalu, bo z nią przegrałam pierwszą walkę. W tym roku liczę na rewanż, właśnie w Dakarze.
– Czy chciałabyś wziąć udział w ceremonii otwarcia igrzysk?
– Tak, zdecydowanie chciałabym. Chcę też zapoznać się z ludźmi z różnych krajów, poznać ich kulturę. Myślę, że na to najbardziej czekam, oczywiście zaraz po zawodach i po samym moim starcie.
Rozmawiali: Aleksandra Witkowska, Tomasz Piechal/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl