Kinga Jackowska to młoda, utalentowana polska kulomiotka, która ma już na koncie znaczące międzynarodowe sukcesy. Podczas mistrzostw Europy U18 w Rieti w 2026 roku zdobyła srebrny medal z wynikiem 17,50 m. Rezultat 17,90 m daje jej trzecie miejsce na światowych listach U18 sezonu 2026, a jej rekord życiowy, ustanowiony rok wcześniej, wynosi 18,67 m.
Jest również srebrną medalistką Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży Europy Skopje 2025. Przed wyjazdem na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie Dakar 2026 opowiada o zdobytych doświadczeniach, powrocie do treningów po kontuzjach i radości, jaką daje jej sport.
– Gdy wracasz wspomnieniami do EYOF-u w Skopje, to co najbardziej zapadło Ci w pamięć? Jest taki jeden moment, jeden obraz?
– Na pewno to, że podczas zawodów mnie „odcięło”. Wydaje mi się, że niewiele brakowało do udaru. Oczywiście pamiętam też srebrny medal i ogromną radość. To był mój pierwszy medal na tak dużej międzynarodowej imprezie. Zapamiętałam również powrót karetką do wioski, który potraktowałam jako nietypową atrakcję. Poza tym zżyłam się z innymi reprezentantami Polski. Świetne było też poznawanie osób z innych krajów, z którymi rywalizowałam. To naprawdę piękne wspomnienia, a atmosfera była cudowna.
– Jak podobało Ci się życie w wiosce festiwalowej i wspólny pobyt z reprezentantami innych dyscyplin?
– To było inne doświadczenie niż wyjazdy, podczas których spotykamy się wyłącznie w gronie lekkoatletów. Poznałam kilka osób z innych dyscyplin. Uważam, że warto interesować się także innymi sportami i nie zamykać się tylko na swój. Bardzo podobało mi się to, że wszyscy mieszkaliśmy w jednym miejscu.
– Utrzymujesz kontakt z kimś, kogo poznałaś w Skopje? Mam na myśli sportowców z innych dyscyplin.
– Stałego kontaktu raczej nie mamy, ale czasem polubimy sobie relacje w mediach społecznościowych. Nie miałam też zbyt wielu okazji, żeby bliżej poznać innych. Ze względu na problemy ze słońcem musiałam ograniczać wychodzenie z wioski i unikać przegrzania przed startem. Nie udało mi się więc także pozwiedzać Macedonii Północnej. Trochę szkoda, ale upały były ogromne i dużo czasu spędzałam w pokoju, co utrudniało mi kontakt z pozostałymi sportowcami.
– W Dakarze spotkasz część osób, które startowały z Tobą w Skopje. Poza Tobą pojedzie tam jeszcze pięcioro uczestników tamtego EYOF-u. Przed Wami kolejny krok na „olimpijskim szlaku”. Czy w Skopje poczułaś już przedsmak igrzysk? I czy dzięki temu teraz będziesz pewniejsza siebie?
– Tak, mam już trochę doświadczenia, na pewno więcej niż w ubiegłym roku. EYOF był moją pierwszą międzynarodową imprezą sportową. Dziś inaczej przeżywam takie wyjazdy, lepiej radzę sobie ze stresem i wiem, jak reagować w różnych sytuacjach. Wiem też więcej o tym, jak mój organizm reaguje na słońce. Oczywiście stres zawsze się pojawia i w Dakarze pewnie też mi będzie towarzyszył, ale patrzę już na to wszystko inaczej. Te igrzyska będą kolejnym nowym doświadczeniem. Chcę zdobywać ich jak najwięcej, bo to pomoże mi później w rywalizacji seniorskiej.
– Do Dakaru jedziesz jako trzecia zawodniczka światowych list U18. Z jakim nastawieniem i jakimi oczekiwaniami wobec siebie?
– Już sam wyjazd jest spełnieniem jednego z moich marzeń. Zmagam się z kontuzjami i w tym roku bardzo późno zaczęłam sezon. Dopiero pod koniec kwietnia albo na początku maja dostałam „zielone światło”, żeby zacząć normalnie trenować. Powrót był trudny, a problemy z nogą i plecami sprawiły, że musiałam zmienić swoje cele. Wcześniej były bardzo ambitne – chciałam pojechać do Dakaru i powalczyć o jak najlepszy wynik.
Teraz przede wszystkim wiem, że dam z siebie sto dziesięć procent, a może nawet więcej. Chcę pokazać wszystko, co potrafię i co wypracowałam przez lata treningów. Bardzo doceniam to, że mogę tam pojechać. To dla mnie potwierdzenie, że czas poświęcony na wizyty u lekarzy, rehabilitantów i fizjoterapeutów nie poszedł na marne. Do pełnych treningów wróciłam dopiero dwa-trzy tygodnie temu, ale wierzę, że w Dakarze będę mogła pokazać, na co mnie stać.
– Sprawdzałaś już listy startowe? Wiesz, które rywalki mogą być najgroźniejsze?
– Nie, nie sprawdzam takich rzeczy. Skupiam się na sobie. To rywalki mają się mnie bać, a nie ja ich.
– To dobre nastawienie.
– Dokładnie. Trener informuje mnie o wynikach i o tym, ile pchnęły inne zawodniczki, ale staram się o tym nie myśleć. Koncentruję się na sobie. Zaczęłam też współpracę z psychologami i w tym roku inaczej przeżywałam swoje zawody. Nie odczuwałam już takiego stresu jak wcześniej. Po wszystkim, przez co przeszłam w tym sezonie, wiem, że jeśli odpowiednio się zmotywuję, kula może polecieć daleko.
– Dla lekkoatletów termin igrzysk w Dakarze jest nietypowy. Traktujesz ten start jako przedłużenie sezonu czy przede wszystkim jako wyjątkową okazję, która zdarza się tylko raz w życiu?
– Wiem, że w takiej imprezie można wystąpić tylko raz w życiu. Uważam też, że będzie to bardzo dobre przygotowanie do seniorskich igrzysk olimpijskich, które odbędą się za dwa lata. Mam nadzieję, że już wtedy będę mogła w nich wystartować. Oczywiście różnie w życiu bywa, ale bardzo bym tego chciała.
Ten sezon rzeczywiście jest dłuższy, ale akurat dla mnie to dobrze. Miałam więcej czasu, żeby zadbać o zdrowie, odbudować organizm i się zregenerować.
– W Dakarze czeka Cię cała olimpijska oprawa, w tym ceremonia otwarcia. Zamierzasz w niej uczestniczyć? Jak chcesz przeżyć ten wyjazd?
– Chciałabym pójść na ceremonię otwarcia, zobaczyć to wszystko na żywo i nagrać coś na pamiątkę. Chcę jak najlepiej wykorzystać ten czas i po prostu cieszyć się tym doświadczeniem. Jestem młodą zawodniczką i sport nadal jest dla mnie także zabawą. Chciałabym jak najdłużej zachować tę radość, a nie traktować go wyłącznie jak pracę. Po prostu kocham to, co robię.
Rozmawiali: Aleksandra Witkowska, Tomasz Piechal/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl