Sztafeta mieszana w short tracku na 9. miejscu

Polska sztafeta mieszana w short tracku nie zdołała awansować do półfinału rywalizacji olimpijskiej w Mediolanie, zajmując trzecie miejsce w swoim ćwierćfinale. W dalszej fazie rywalizacji indywidualnej są za to Natalia Maliszewska na 500 metrów i Michał Niewiński na 1000 metrów.

Niewiński awans zapewnił sobie po spektakularnym ataku tuż przed końcem rywalizacji. Rywalizacja finałowa na tych dystansach zaplanowana jest na czwartek.

Polska sztafeta w składzie Maliszewska, Kamila Sellier, Niewiński i Felix Pigeon rywalizowała z Włochami, którzy dzień zakończyli ze złotym medalem oraz Holendrami i Węgrami. Biało-czerwonym udało się wyprzedzić jedynie Węgrów i zajmując trzecie miejsce czekali na wyniki kolejnych biegów. Tylko jeden z zespołów z trzecich lokat odpadał bowiem z rywalizacji. Niestety, okazało się, że tym jedynym będzie biało-czerwona sztafeta.

– Ciężko jest coś powiedzieć, bo tak naprawdę nie było żadnego błędu, który popełniliśmy. Dziewczyny z Holandii jechały tak, jak chłopaki. Byłem gotowy na te ciężary, które musiałem tego dnia nosić. Wiedziałem, że to będzie ciężki dzień, że będzie ból nóg, to będzie ciężki oddech. Byłem na to gotowy, byłem zmobilizowany, żeby ten ciężki moment przepchnąć, no ale to po prostu nie wystarczyło dzisiaj. Ale, gdyby nie było decyzji o awansie w następnym biegu, to byśmy weszli – mówił Michał Niewiński, który swój wyścig na tysiąc metrów zakończył dziesięć minut przed startem w sztafecie.

– Na pewno jest smutek, bo liczyliśmy na dużo więcej w tym miksie, ponieważ wiele razy już pokazywaliśmy, że ten medal potrafimy zdobyć, także na największych imprezach. Więc na pewno jest smutek i małe rozczarowanie, ale ja się cieszę z tego, że tu jestem i naprawdę nie chcę marnować czasu na to, żeby się smucić. Co było, to było. Cieszę się z tego, że będę mogła jechać na 1000 i 1500 jeszcze, więc jestem zadowolona z tego, że tu jestem i naprawdę postawiłam sobie taki cel żeby cieszyć się, że jednak jestem – dodała Kamila Sellier.

W rywalizacji indywidualnej awans na 500 metrów wywalczyła Maliszewska, ale nie była zadowolona ze swojej wtorkowej postawy. W biegu eliminacyjnym zajęła drugie miejsce. – Inne drużyny były po prostu bardzo szybkie w tym momencie i ciężko było się złapać. Mimo tego, że robiłam wszystko, co mogłam zrobić, to nie dało w tym momencie po prostu nic. Pięćsetka? Też nie była zadowalająca przez to, że nie mogłam się rozpędzić. Liczyłam, że się rozpędzę, albo dziewczyny przede mną się rozpędzą, a ja się za nimi złapię, ale wyszło tak, że nie potrafiłam tego zrobić – komentowała. Czwarte miejsce w swoim biegu zajęła Gabriela Topolska, która odpadła z dalszej rywalizacji.

Najwięcej powodu do uśmiechu miał Niewiński. Polak przejechał dystans bardzo dobrze taktycznie, trzymając się blisko prowadzącej trójki i czekając na okazję do ataku. Ta przydarzyła się na półtora okrążenia przed metą – Niewiński świetnie zaatakował wykorzystując zawahanie rywali i wygrał swój bieg.

– Dużo zaryzykowałem nie podejmując przy całym biegu prawie żadnego ruchu, ale wiedziałem też, z kim jadę. I na przykład wiele razy już się nadziałem na tego Chińczyka. Wiedziałem, że ten Amerykanin też jest bardzo agresywny w jeździe, więc nie chciałem marnować sił na głupie przepychanki w tym biegu. Może nie tyle, że zakładałem, że oni między sobą się wytną, ale na pewno chciałem oszczędzać siły, żeby z nimi nie walczyć głupio. I w momencie, w którym zobaczyłem, jak w zakręt wchodzą w trójkę w jedno miejsce, pomyślałem, że to jest ten moment. I kiedy wyjechałem na pierwszego, pomyślałem, że teraz zaoszczędzić siły, bo za chwilę sztafeta mieszana. Dla mnie też dzień był zatem słodko-gorzki – komentował. Odpadł za to Felix Pigeon, czwarty w swoim biegu.

W środę w olimpijskim planie nie ma rywalizacji w short tracku. Zawodnicy wrócą na lód w czwartek, gdy odbędzie się decydująca walka o medale na dystansie 500 metrów kobiet i 1000 metrów mężczyzn.

PZŁS
Fot.: Robert Hajduk/PKOl