Polskie biathlonistki w składzie: Anna Mąka, Kamila Żuk, Joanna Jakieła, Natalia Sidorowicz, zajęły 6. miejsce w rywalizacji sztafet podczas XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. To najwyższa lokata kobiecej sztafety w historii startów w zimowych igrzyskach olimpijskich. Po złoto sięgnęły Francuzki, drugie były Szwedki, a trzecie Norweżki.
Przed startem Polek w sztafecie wszyscy kibice liczyli na dobry występ i się nie zawiedli, choć trzeba przyznać, że mogło być jeszcze lepiej. Apetyty wzrosły po bardzo dobrych wynikach naszych olimpijek we wcześniejszych startach, kiedy to w sprincie Żuk była ósma, a w biegu na dochodzenie trzy Polki uplasowały się w drugiej dziesiątce.
Pierwsza na trasie Anna Mąka musiała dobrać naboje aż cztery razy i swoją zmianę ukończyła poza pierwszą dziesiątką.

– Mam złe wspomnienia z mistrzostw świata z tamtego roku, gdzie niestety na leżaku miałam trzy rundy karne, w tym jedną musiałam obiec i później na stójce też musiałam trzy razy dobierać. Także cieszę się, że miło wszystko obroniłam się i że zawalczyłam coś na tej trasie. Nie było lekko pod względem takim mentalnym. Szkoda tych dobierań w stójce, ale już nie będę o tym rozmyślać. Cieszę się, że jest jak jest. Mamy fajną ekipę, fajną grupę. Wszyscy na tym mocno pracujemy, także oby teraz do przodu. Fajnie to wszystko zbudowałyśmy, to co mamy też z trenerem i między sobą, z dziewczynami. Mam nadzieję, że to zaowocuje – powiedziała Anna Mąka.
W pogoń za rywalkami ruszyła Kamila Żuk i pobiegła fantastycznie (czwarty czas w swojej zmianie). Nie uniknęła jednak błędów na strzelnicy.

– Jeśli chodzi o dzisiejszy start, to z biegu jak najbardziej jestem zadowolona. Od początku próbowałam rozegrać bardzo mądrze ten dystans, bo towarzyszyło mi też gorsze samopoczucie od rana. Wkrada się już zmęczenie, więc próbowałam po prostu podejść do tego bardzo mądrze, nie szarpać się od początku, tylko starać się biec równo i dobrze dysponować tą energią, którą mam. Wyszło to naprawdę całkiem nieźle. Na ostatnim kole byłam w stanie rywalizować z zawodniczkami, więc to jest fajne. Jeśli chodzi o strzelanie, pozycja leżąca, no bez błędna, super, bardzo zadowolona z siebie jestem, bo u mnie najczęściej tam właśnie się te pomyłki zdarzają. No, ale wkradło się trochę stresu w tej pozycji stojącej i faktycznie zrobiłam takie dwa głupie błędy. Cieszę się, że to po prostu z każdym jednym dobraniem one pospadały, bo wiedziałam, że nie ma miejsca na większe pomyłki – powiedziała Kamila Żuk.
Trzecią zmianę Polski rozpoczynały pod koniec pierwszej dziesiątki, ale straty do rywalek nie były bardzo duże. Wówczas do szóstego miejsca brakowało naszym tylko 20 sekund, więc biało-czerwone wciąż pozostawały w grze o wysokie lokaty, ale było nerwowo.

– Do teraz czuję nerwy, ręce się trzęsą, do tego impreza czterolecie więc to bardziej się czuje. Cieszę się, że zrobiłyśmy dzisiaj nasz „personal best”. Raz byliśmy szóste na mistrzostwach świata, ale jednak na igrzyskach inaczej to smakuje. Dzisiaj żadna z nas nie zrobiła chyba idealnej roboty, bo każda się męczyła z tą stójką, ale całość dała dobry wynik. Teraz czas na bieg masowy. Drugi raz pobiegnę w biegu masowym w życiu, dlatego bardzo się cieszę. Startować wśród tej elity, 30 najlepszych dziewczyn świata to już jest taka nagroda za te igrzyska. Zawsze jakoś łatwiej mi przychodzą te starty indywidualne, bo sztafeta trochę bardziej stresuje, wiedząc, że walczysz dla całej drużyny, a nie tylko dla siebie. Myślę, że będzie trochę łatwiej niż dzisiaj – powiedziała Joanna Jakieła.
Joanna Jakieła w pozycji leżącej strzelała świetnie, szybko i w punkt. Na trasę ruszyła na 7. miejscu. W stójce na strzelnicy znalazła się niemal ze wszystkimi najgroźniejszymi rywalkami. I choć wydawało się, że nawet podium wciąż jest możliwe, to Jakieła nie wytrzymała jednak presji i aż trzykrotnie dobierała naboje.
Natalia Sidorowicz wyruszyła na trasę jako czwarta z Polek i nasza sztafeta była wtedy na siódmym miejscu. Biegła bardzo dobrze oraz ambitnie i mogła poprawić wynik nawet na czwarte miejsce. Jednak trzy dobierania na ostatnim strzelaniu zniweczyły te szanse całkowicie.

– Myślę, że zdecydowanie możemy być dzisiaj zadowolone. Nie było perfekcyjnie, bo te strzelania w stójce wymagały dobieranych pocisków, ale, że tak powiem, wybrnęłyśmy każda po kolei z tych trudnych sytuacji i w końcu, w końcu lepszy wynik, w końcu w sumie najlepszy nasz wynik tutaj na igrzyskach. Forma biegowa dla każdej z nas jest w miarę równa i naprawdę chyba na najwyższym poziomie, jeżeli chodzi o ten sezon i tak chyba miało być. Myślę, że taki miał plan trener i my też w to wierzyłyśmy, więc super. Czułam, że jest okazja, bo byłam tam w grupie i wiedziałam, że te dziewczyny wokół mnie strzelają szybko, a ja musiałam trochę zwolnić. No, ale czasami to tego wymaga, żeby ten efekt końcowy był dobry i tak musiałam dzisiaj zrobić. Jesteśmy tylko ludźmi i czasem sobie radzimy w trudnych sytuacjach, czasem nie, ale myślę, że i tak było dzisiaj dobrze, więc kiedy jak nie teraz? – podsumowała Natalia Sidorowicz.
Ostatecznie Polki zajęły szóste miejsce, które jest najlepsze w historii startów kobiet w sztafecie podczas zimowych igrzysk olimpijskich.
ToP/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl