Klaudia Adamek – rozpychająca polskiej bobslejowej dwójki zapisała się w historii polskiego olimpizmu jako pierwszy polski sportowiec-olimpijczyk, który wystartował zarówno w letnich jak i zimowych igrzyskach olimpijskich.
– W zimowych igrzyskach na pewno jest debiut. Jestem zadowolona, chociaż nie do końca usatysfakcjonowana. Wyjeżdżam z tych igrzysk przede wszystkim z przeświadczeniem, że poświęciłam wszystko, co było do poświęcenia i z tego jestem zadowolona, chociaż start chciałam mieć 5.15, a nie było 5.15. Trochę tutaj jest taka goryczka, ale jestem zadowolona, bo naprawdę dużo wszyscy poświęciliśmy – powiedziała Adamek.
– Jakie masz plany na przyszłość? Zostajesz w bobslejach dalej, w tym składzie i tej roli?
– Plany na przyszłość są ambitne, ja nie chcę zdradzać, ale myślę, że… Na pewno do kolejnych igrzysk przygotowuję się w bobslejach, ale czy tutaj za cztery lata będę stała przed wami jako rozpychająca, czy jako pilot, to się okaże. Plany są bardzo ambitne. Czy to będzie dla mnie i czy będę miała talent do tego, to zobaczymy. Wkrótce się okaże.
– Czy w takim razie w przyszłym sezonie zobaczymy Cię na przykład w monobobach?
– Tak jak mówię, zobaczymy. Wkrótce się okaże czy w ogóle mam do tego dryg i czutkę. Jeżeli tak będzie, no to myślę, że tutaj będzie bardzo mocno trzeba się zastanowić co dalej, bo jednak ten sezon był bardzo ciężki i nie tylko fizycznie, ale też pod innymi względami i myślę, że wszyscy powinniśmy razem usiąść z całym teamem i na ten temat porozmawiać. Ale to ja zawsze zostawiam dla siebie i o tym rozmawiamy zawsze w swoim gronie.

– Czy to był Twój pomysł, czy kogoś z trenerów, żeby spróbować takiej opcji?
– Ja lubię spróbować nowych rzeczy, tak jak widać. Z lekkoatletki, jestem w bobslejach, więc próbuję nowych rzeczy. No i jeżeli jest taka możliwość, to dlaczego nie miałabym z tego skorzystać.
– Była już jakaś próba zjazdu chociażby jednego?
– Nie, jeszcze nie. Mogę zdradzić, że jadę na obóz dla młodych pilotów między 2, a 8 marca i tam się okaże, czy mam tę czutkę, czy nie mam. To organizuje międzynarodowa federacja dla młodych pilotów. Wszyscy piloci, którzy chcą się uczyć będą mieć do dyspozycji trenerów, którzy będą nas trenować i pokazywać jak najszybsze linie.
– Za cztery lata igrzyska w Alpach Francuskich, ale po drodze są jeszcze letnie igrzyska. Myślisz o tym, czy lekkoatletyka już w ogóle nie wchodzi w rachubę?
– Nie mówię nie, nie mówię tak. Bo bobsleje i lekkoatletyka jak widać łączą się, ale zobaczymy też jak to będzie ze zdrowiem, z formą i ze wszystkimi innymi aspektami, które się do tego wchodzą. Ja też pracuję jako żołnierz Wojska Polskiego, więc codziennie chodzę do pracy i łączę treningi z pracą. Ze względu na dobre relacje między moją jednostką, między 12. Brygadą Zmechanizowaną w Szczecinie, a CWZS-em Centralnym Wojskowym Zespołem Sportowym i dzięki Ministerstwu Obrony Narodowej mogłam zostać oddelegowana na wszystkie obozy i wyjazdy i uczestniczyć w nich w pełni, w stu procentach. I też mogłam tutaj wystąpić. Ja normalnie pracuję jak normalny człowiek. Czasem bywa, że na poligonie, czasem bywa, że trzeba mieć służbę 24 godziny. Poza tym trening trzeba też dobrze doprecyzować i zmieniać, żeby nie kolidowało, no bo jednak jak idę na służbę 24-godzinną, no to treningu nie da się zrobić. I tutaj naprawdę wielkie ukłony dla trenera, który świetnie rozpisuje ten plan i nasza komunikacja jest bardzo dobra, a treningi nie zostają nigdy zaburzone.

– Mówisz o trenerze Dawidzie Kupczyku?
– Tak. Ja jestem bardzo zadowolona z trenera Dawida Kupczyka i z naszego całego teamu. Dużo poświęciliśmy i dobrze się rozumiemy, wspieramy się w każdym aspekcie i treningowym, i też kiedy szlifujemy płozy. Nawet kiedy jestem zmęczona, to jednak trzeba wyszlifować płozy do mono i do dwójki. Nawet wczoraj, kiedy wróciłam po zawodach, po kontroli antydopingowej, to szlifowałam płozy, poszłam spać o pierwszej w nocy. Dlatego kieruję wielkie ukłony dla mechanika, który pomógł mi w szlifowaniu, bo inaczej musiałabym zrobić to sama.
– Mechanik nie powinien tego robić?
– Mogę porównać to do ekip, które tutaj wiodą prym, czyli Niemców. I tak jak Lochner czy Friedrich są fantastycznymi pilotami, to oni i cały ich team szlifuje te płozy. Mają kilkunastu ludzi, a i tak on robi płozy sam, on je szlifuje. Jest taki fizjoterapeuta z Niemiec, Polak, który mówił, że jednak piloci nie dopuszczają nikogo innego i kontrolują to jak rozpychający to robią. On sam też uczestniczy w tym, robi te płozy.

– To warto wyjaśnić, bo inaczej ludzie od razu powiedzą, że wyręczacie mechanika, a to jest jednak standard?
– Tak, to jest standard. We wszystkich ekipach tak jest, tutaj mechanik zajmuje się polerką i innymi rzeczami też związanymi z płozami, więc to są sprawy podzielone, choć czasem nierównomiernie.
Tomasz Piechal/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl