Doskonale spisali się polscy kajakarze podczas mistrzostw Europy w sprincie kajakowym i parakajakarstwie, które przez ostatnie dni odbywały się w portugalskim Montemor-o-Velho. Łącznie biało-czerwoni wywalczyli aż dziewięć medali, w tym złoto Alexa Boruckiego z niesamowitą historią.
– Wiemy, że wciąż mamy rezerwy i możemy być jeszcze lepsze. Przyjemniej trenuje się ze świadomością, że ciężka praca przynosi efekty, ale jednocześnie mamy apetyt na więcej i chcemy dalej się rozwijać – mówią Anna Puławska i Martyna Klatt, które zostały wicemistrzyniami Europy w K-2 na 500 metrów.
W niedzielę zaplanowano drugi i ostatni dzień finałowy mistrzostw Europy w Portugalii. Przypomnijmy, że w sobotę biało-czerwoni wywalczyli aż pięć medali. Dwukrotnie na najniższym stopniu podium stawała Dorota Borowska (w C-1 na 200 metrów i wspólnie z Mileną Mackiewicz w C-2 na 200 metrów), a srebro dorzuciła nasza żeńska osada K-4 w składzie Sandra Ostrowska, Dominika Putto, Adrianna Kąkol, Katarzyna Kościółek. W parakajakarstwie, a dokładniej kategorii K2 Il Unified na 200m srebro wywalczyli też Weronika Lotz i Jacek Mazanowski. Z kolei ozdobą całej soboty był złoty medal Alexa Boruckiego w K-1 na 500 metrów! Nasz zawodnik pokonał wielkie sławy światowego kajakarstwa, po czym sędziowie… zdyskwalifikowali go za spłynięcie ze środkowej części toru. Na szczęście po wniesionych dwóch protestach karę cofnięto i 20-latek może cieszyć się z tytułu mistrzowskiego.
W niedzielę biało-czerwonych czekały kolejne finały, do których wywalczyli sobie prawo startu w kwalifikacjach. Ale wcześniej mieliśmy jeszcze jedną miłą uroczystość, a dokładniej… ceremonię medalową dystansu K-1 na 500 metrów z udziałem Boruckiego. Polak odebrał złoty krążek dzień później, bowiem weryfikacja protestu trwała tak długo, że organizatorzy postanowili ją przenieść na niedzielę. 20-latek wreszcie odebrał medal! – Nikt mi go teraz nie zabierze – uśmiechał się zaraz po zejściu z podium. – Długo to wszystko trwało, było sporo nerwów, ale wygrał sport. I to jest najważniejsze.
Wracając do samej rywalizacji, trzeba przyznać, że polskie starty rozpoczęły się od mocnego akcentu, bowiem na tor wypłynęła Anna Puławska, która walczyła w K-1 na 500 metrów. Jedna z naszych najbardziej utytułowanych zawodniczek przypłynęła na metę jako druga . – Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku. Cieszę się, że udało mi się obronić tytuł wicemistrzyni Europy wywalczony przed rokiem. To był udany wyścig, choć mam świadomość, że przed nami wciąż dużo pracy. Traktuję ten start jako kolejny ważny krok w przygotowaniach do mistrzostw świata i jestem szczęśliwa, że mogłam pokazać się z dobrej strony. Wiem już, nad czym musimy pracować i paradoksalnie bardzo mnie to cieszy. To oznacza, że wciąż mamy rezerwy i możliwości, by pływać jeszcze szybciej. Wierzę, że wspólnie z trenerami wykorzystamy ten czas jak najlepiej i przełoży się to na jeszcze lepsze wyniki podczas mistrzostw świata. Moja radość jest jednak na razie trochę stonowana, bo przede mną jeszcze finałowy wyścig dwójki z Martyną. Skupienie pozostaje na najwyższym poziomie i emocje trzymam na wodzy. Myślę, że na pełne świętowanie przyjdzie czas po zakończeniu całej rywalizacji. Jak zawsze będę starała się popłynąć najlepiej, jak potrafię, i wierzę, że przed polską publicznością w Poznaniu pokażemy się z bardzo dobrej strony – mówiła po pierwszym niedzielnym starcie Puławska.
Kilkadziesiąt minut później Puławska mogła cieszyć się już w pełnym wydaniu, ponieważ wspólnie z Martyną Klatt w K-2 na 500 metrów wywalczyły srebrny medal mistrzostw Europy! – To był wyścig pełen emocji i walki do samego końca. Przez większość dystansu nie wiedziałyśmy, na której pozycji płyniemy, dlatego skupiałyśmy się wyłącznie na realizacji naszego planu. Trzymałyśmy się swojej taktyki i konsekwentnie wykonywałyśmy to, co mamy wypracowane na treningach. Na finiszu zrobiłyśmy dokładnie to, do czego byłyśmy przygotowane, i dzięki temu możemy dziś cieszyć się ze srebrnego medalu mistrzostw Europy. W finałach wiele rzeczy dzieje się już automatycznie. Nie skupiamy się na kalkulacjach czy analizowaniu sytuacji na trasie, tylko realizujemy to, co zostało wypracowane przez miesiące treningów. Wiedziałyśmy, że naszą mocną stroną jest druga część dystansu i finisz. Nawet jeśli do połowy wyścigu nie znajdowałyśmy się w czołowej trójce, zachowałyśmy spokój i konsekwentnie robiłyśmy swoje. W końcówce udało się przyspieszyć, wyprzedzić rywalki i sięgnąć po srebro. Ten medal bardzo nas cieszy, ale jednocześnie daje dodatkową motywację do dalszej pracy. Wiemy, że wciąż mamy rezerwy i możemy być jeszcze lepsze. Przyjemniej trenuje się ze świadomością, że ciężka praca przynosi efekty, ale jednocześnie mamy apetyt na więcej i chcemy dalej się rozwijać – mówią wicemistrzynie Europy, które jednocześnie za wsparcie dziękują Centralnemu Wojskowemu Zespołowi Sportowemu i Polskiemu Związkowi Kajakowemu.
W niedzielę mieliśmy jeszcze kolejne medale, tym razem w parakajakarstwie! Najpierw brąz zdobyła Katarzyna Sobczak, która naprawdę długo pracowała na trzecie miejsce w Europie i… nareszcie odebrała swój upragniony krążek. Dodajmy, że startowała też w pokazowej konkurencji parakajakarzy w mieszanej osadzie K-2 wspólnie z Mateuszem Surwiło. Nasza ekipa przypłynęła na metę jako trzecia i tylko może żałować, że nie był to wyścig wliczany do ME. – Wreszcie się udało! – odetchnęła na mecie zawodniczka startująca w KL3 na 200 metrów. – Początek sezonu był dla mnie bardzo trudny. Podczas konsultacji w Wałczu zmagałam się z przeziębieniem, a problemy zdrowotne ciągnęły się jeszcze podczas startów w Brandenburgu. Do tego doszły zmiany sprzętowe i techniczne, przez co w głowie pojawiało się mnóstwo znaków zapytania. Tym bardziej cieszę się, że w końcu wszystko zaskoczyło i mogę cieszyć się z medalu. Szczerze mówiąc, ten brąz jeszcze do mnie nie dociera. Po eliminacjach czułam ogromną presję. Byłam bardzo zadowolona ze swojego awansu, ale wokół słyszałam, że „lecę po medal”. Nigdy nie lubię takich sytuacji, dlatego tym bardziej cieszę się, że udało mi się wytrzymać tę presję i pokazać swoje możliwości. Wiedziałam, że zimą wykonałam dobrą pracę, a po problemach zdrowotnych wracam do odpowiedniej dyspozycji. Wprowadziliśmy też kilka zmian technicznych, które zaczynają przynosić efekty. Liczyłam na dobry wynik i miejsce w czołówce, ale nie przypuszczałam, że skończy się to medalem. Przed startem byłam bardzo zdenerwowana. Pamiętam, że napisałam do trenera, że ściska mnie żołądek jak nigdy wcześniej. Odpisał mi wtedy, żebym wyobraziła sobie, że jestem z córką na plaży. W tamtym momencie wydawało mi się to zabawne, ale jak widać, zadziałało!
W niedzielnych wyścigach startowali jeszcze Juliusz Kitewski/Aleksander Kitewski, którzy w C-2 na 500 metrów zajęli ósme miejsce. Na tej samej pozycji został sklasyfikowany Robert Wydera, który wystąpił w VL3 na 200 metrów. Na koniec zawodów pozostawiono jeszcze najdłuższe dystanse, czyli 5000 metrów. W kanadyjce popłynęła Maja Rużanowska, która była 11, a Wiktor Głazunow tradycyjnie pokazał się ze znakomitej strony i w C-1 wywalczył brązowy medal!
– Jestem zadowolony, bo udało mi się dowieźć brązowy medal do mety. Początek wyścigu był naprawdę obiecujący, czułem się mocny i po pierwszym okrążeniu, kiedy złapałem falę rywala, miałem poczucie, że mogę powalczyć nawet o wyższą pozycję. Niestety z każdym kolejnym okrążeniem do kajaka dostawało się coraz więcej wody. Na dwa okrążenia przed końcem dodatkowo doszło do sytuacji z jednym z rywali, przez co straciłem swoją pozycję na fali i do łódki nalało się jeszcze więcej. W pewnym momencie było jej już tyle, że najważniejsze stało się utrzymanie tempa i bezpieczne dopłynięcie do mety. Końcówka była bardzo wymagająca fizycznie. Tak naprawdę walczyłem już nie tylko z rywalami, ale też z warunkami i ciężarem wody w kajaku. Tym bardziej cieszy mnie, że zdołałem obronić miejsce na podium i nie pozwoliłem rywalom odebrać sobie brązowego medalu. Mam jednak poczucie pewnego niedosytu, bo przed tymi problemami czułem, że stać mnie było na walkę o jeszcze lepszy wynik. Taki jest jednak sport, a czasem o końcowym rezultacie decydują sytuacje, na które nie ma się pełnego wpływu. Jako żołnierz Wojska Polskiego jestem nauczony, że walczy się do samego końca. Nigdy się nie poddaję i zawsze daję z siebie wszystko, dopóki starcza sił. Tym razem ta walka pozwoliła mi sięgnąć po brązowy medal i z tego jestem naprawdę dumny – podsumowuje Głazunow.
Łącznie biało-czerwoni podczas mistrzostw Europy w sprincie kajakowym i parakajakarstwie w Montemor-o-Velho wywalczyli dziewięć medali: jeden złoty, cztery srebrne i cztery brązowe. Teraz przed naszymi zawodnikami mistrzostwa Polski, w których udział wezmą również zawodnicy startujący w mistrzostwach Europy. – Będzie to druga część kwalifikacji do kadry, więc będę bacznie przyglądał się temu, jak będą prezentowali się poszczególni zawodnicy. Będą tam startować w klubach, więc składy mogą się nieco różnić, ale na pewno wyciągniemy odpowiednie wnioski – mówi Zbigniew Kowalczuk, trener naszej żeńskiej kadry kajakarek.
PZKaj