Maryna Gąsienica-Daniel: „Trzynaście setnych sekundy do medalu – ja cały czas płaczę”

– Byłam zła na ten błąd, ale z drugiej strony musiałam szybko skupić się na drugim przejeździe i zebrać w sobie energię na to, żeby walczyć. No niestety, takie błędy musimy szybko przepracować i startować w kolejnym przejeździe ze świeżą głową – powiedziała Maryna Gąsienica-Daniel, która zajęła 7. miejsce w slalomie gigancie XXV ZIO Mediolan-Cortina 2026.

– Trzynaście setnych sekundy do medalu – ja cały czas płaczę. Dlatego mam okulary, bo już nie chcę, żeby ktoś widział. Dałam z siebie wszystko i uważam, że to była naprawdę dobra jazda. Wiem, że popełniłam błąd, ale z drugiej strony, gdybym go nie popełniła, to prawdopodobnie jechałabym z dalszym numerem w drugim przejeździe. I też nie wiadomo, jak by się to skończyło. Więc niczego nie żałuję, a raczej bardziej jestem dumna, że naprawdę te dwa przejazdy były dobre i starałam się walczyć o medal. I byłam w gronie dziewczyn walczących o medal – powiedziała najlepsza polska alpejka.

– Po pierwszym przejeździe jak zjechałam na dół i zobaczyłam, że jestem dziewiąta i mam 47 sekund straty to powiedziałam: o kurde, takich zawodów to już dawno nie było. To też wynika z tego, że łatwa jest ta trasa, więc to już w ogóle pozwala mi jakby być z siebie dumną, bo naprawdę ta trasa jest bardzo łatwa, zwłaszcza ten dolny odcinek. Jest bardzo płaski. Przy tych wszystkich okolicznościach uważam, że to były super przejazdy i dobry dzień. Zabrakło trzynaście setnych, naprawdę w narciarstwie alpejskim to jest nic. Poza tym te trzynaście setnych zabrakło do drugiego miejsca, a jestem siódma, więc to jeszcze bardziej oddaje, jak ciasne były te zawody – dodała Maryna.

– Świetnie się czułam zaraz przed igrzyskami, naprawdę dobrze prezentowałam się na treningach, więc byłam dosyć pewna tego, że jeżdżę dobrze, że się dobrze czuję i że naprawdę mogę walczyć o ten medal. Więc to nie były słowa tylko rzucane na wiatr. Ja po prostu wiedziałam o tym, że naprawdę jestem w dobrej formie i że ta forma cały czas idzie w górę – oznajmiła 4-krotna polska olimpijka.

– Mam 32 lata i w żaden sposób nie chcę mówić o żadnym końcu kariery, ani o planach na kolejne cztery lata. Myślę, że u mnie w tym momencie będzie bardzo dużo zależało od motywacji, od chęci do pracy. I chcę Was poprosić, żebyście trzymali kciuki za to, żebym miała tę motywację, żeby jeździć w przyszłym roku i walczyć kolejny raz o medale w mistrzostwach świata – zapewniała.

– Kiedy się dowiedziałam, że igrzyska są w Cortinie i wiedziałam o tym, że część mojej rodziny tutaj startowała – czyli rodzeństwo mojego dziadka – to dało mi to też fajną motywację i dlatego też w pewnym sensie chciałam tutaj pokazać się z jak najlepszej strony. Chciałam żeby właśnie te igrzyska były tą wisienką, żeby zatoczyć ten okrąg w taki wyjątkowy sposób. No niestety się nie udało aż tak, jak bym chciała, ale i tak uważam, że reprezentowanie rodziny, siebie i kraju na arenie międzynarodowej na tym poziomie jest chyba całkiem niezłe – podsumowała Maryna Gąsienica-Daniel, 7. kobieta zimowych igrzysk olimpijskich w slalomie gigancie.

AW/PKOl
Fot.: Szymon Sikora/PKOl