PŚ w łyżwiarstwie szybkim: jeden medal Polaków w Tomaszowie

Z jednym medalem zakończyli pierwszy weekend Pucharu Świata w Tomaszowie Mazowieckim polscy łyżwiarze szybcy. W sobotę Zbigniew Bródka zajął trzecie miejsce w wyścigu ze startu masowego, a w niedzielę, która była ostatnim dniem zawodów, najlepsze lokaty wywalczyli startujący w elicie Natalia Czerwonka i Piotr Michalski.

– Bródka to słowo wytrych w łyżwiarstwie szybkim, ogromny sukces jego samego i łyżwiarstwa szybkiego. Dał wspaniałe emocje kibicom na trybunach, jak i przed telewizorami. Zrobił wspaniałą rzecz, tak jak zapowiadał, wrócił z przytupem – mówił prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch.

W grupie A ostatniego dnia zawodów Polacy wystartowali w biegach na 1500 metrów kobiet i 500 metrów mężczyzn. W tym pierwszym trzynastą lokatę zajęła Natalia Czerwonka, a trzy pozycje niżej uplasowała się Karolina Bosiek.

Na zdjęciu od lewej: Rafał Tataruch – Prezes PZŁS oraz Andrzej Kraśnicki – Prezes PKOl

– Chciałabym, żeby to było najniższe z możliwych miejsc, jakie osiągnę w tym sezonie, bo zeszły sezon był bardzo udany i straty do podium miałam minimalne. Lepiej, żeby początek był ciężki, a potem udana końcówka. Na pewno to nie jest moja forma sportowa ani szczyt możliwości, więc będę się rozkręcać. Kontuzja, którą miałam przed mistrzostwami Polski, troszkę pokrzyżowała mi plany i mocno trenuję każdego dnia – mówiła Czerwonka.

Z kolei w rywalizacji na 500 metrów mężczyzn również na trzynastej pozycji uplasował się Piotr Michalski. Gorzej powiodło się Damianowi Żurkowi, który w piątek zajął drugie miejsce w grupie B i awansował do elity, ale w niedzielę zajął w niej przedostatnią lokatę.

– Dzisiaj było troszeczkę wolniej, ale bieg zdecydowanie gorszy, więc ten czas i tak jest dobry. Tym bardziej, że rano był jeszcze start na tysiąc metrów, który strasznie dał nam w kość. Celowałem w czas szybszy mniej więcej o jedną dziesiątą sekundy, bo to by mi dało dużo miejsc w górę. Najważniejsze jest, żeby zostać w tej grupie A, ścigać się z najszybszymi i zbierać dużo punktów – komentował Michalski.

Ostatnim startem biało-czerwonych był występ w finale biegu ze startu masowego Karoliny Bosiek. Tomaszowianka mocno walczyła, długo prowadziła grupę pościgową goniącą uciekające zawodniczki, ale w końcówce zabrakło jej sił i finiszowała na czternastej pozycji.

– Na razie tej formy jeszcze nie czuję, ale mam nadzieję, że ze startu na start będzie coraz lepiej i mam nadzieję, że stopniowo będę przesuwać się do przodu – mówiła Bosiek.

Wcześniej biało-czerwoni dobrze zaprezentowali się w rywalizacji w grupach B – Marek Kania był drugi na 500 metrów, Damian Żurek czwarty, a Piotr Michalski szósty na tysiąc metrów. Z kolei w rywalizacji drużyn Polacy w składzie Marcin Bachanek, Artur Janicki i Szymon Palka przegrali tylko z Amerykanami i zajęli drugie miejsce.

Polscy zawodnicy mogą być zadowoleni ze startu w pierwszym weekendzie Pucharu Świata. Przede wszystkim po raz pierwszy od 2017 roku polski zawodnik stanął na podium Pucharu Świata, ale z bardzo dobrej strony pokazali się także sprinterzy – Kaja Ziomek zajęła piąte miejsce na 500 metrów, w połowie stawki na 500 i 1000 metrów uplasowała się też Andżelika Wójcik, a Michalski, podobnie zresztą, jak wcześniej Wójcik, wygrali rywalizację w grupie B.

– Zbyszek pokazał klasę, pokazał, że jest starym lisem brzydko mówiąc i potrafi się odnaleźć na zawodach. Mam nadzieję, że to utrzyma i pokażę swoją mistrzowską klasę mistrzowską klasę na kolejnych zawodach. Ja bardziej mogę mówić o sprinterach i myślę, że prawie wszyscy mogą być zadowoleni. Szkoda, że Artur Nogal w ostatniej chwili złapał kontuzję, ale znając go wiem, że to jest twardy gość i nic go nie złamie – mówił Michalski.

Natalia Czerwonka zwraca uwagę, że zawody w Tomaszowie Mazowieckim były dopiero pierwszymi w tym sezonie i wielu zawodników jeszcze pracuje nad formą. – Każdy z innego pułapu zaczyna ten sezon. Możemy zobaczyć, jak Holendrzy, którzy tak niesamowicie prezentowali się jeszcze niecałe dziesięć dni temu tutaj są przytłoczeni, tak samo mistrzowie olimpijscy – dodała Czerwonka.

– W pewnym sensie to jest straszne teraz tak szybko jeździć. Oczywiście trochę żartuję, bo fajnie jest mocno otworzyć sezon. Mam nadzieję, że to nie jest nasz season best i że się rozkręcamy. Przed nami szybsze tory na wysokości i mam nadzieję, że tam będzie nasz szczyt formy – mówił Michalski.

Polscy panczeniści podkreślali, że powrót do normalnej formuły rozgrywania Pucharu Świata i przede wszystkim możliwość występu przed polskimi kibicami, była dla nich wielką sprawą. Impreza, w której udział wzięła cała światowa czołówka została dofinansowana ze środków budżetu państwa w wysokości trzystu tysięcy złotych. Partnerem zawodów była PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. Z kolei w ubiegłym roku, ze względu na pandemię COVID-19, cały międzynarodowy sezon odbył się w tzw. bańce w Heerenveen, oczywiście przy zamkniętych trybunach.

– Każdy z nas by chciał, tak jak wczoraj Zbigniew, znaleźć się na podium i zaprezentować się najlepiej przed własną publicznością. Ja się dzisiaj niezmiernie ucieszyłam, że zobaczyłam osoby ze swojego miasta, bliskich, przyjaciół i rodzinę. Wielkie pokłony i cieszę się, że jesteście z nami. Arena Lodowa to na pewno jest mój drugi dom – mówiła Czerwonka.

– Na pewno kibice unoszą nas na duchu, to jest dla nas wielkie wsparcie, zwłaszcza tutaj, bo w Arenie Lodowej jesteśmy w domu. Dla mnie, jako tomaszowianki, to tym bardziej ważne – dodała Bosiek.

Prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch był bardzo zadowolony z organizacji zawodów, w których wystąpiło kilkuset zawodników z 35 krajów. – Wszystko dobrze wyszło pomimo dużych obostrzeń covidowych i to była ogromna praca całego komitetu organizacyjnego. Na pewno było warto, bo patrzymy na wyniki, a te są bardzo dobre, bo wiele zawodniczek i zawodników zrobiło życiówki, czyli dobrze przygotowany był tor lodowy. Miejmy nadzieję, że kolejne tego typu imprezy będą również w Polsce – mówił Tataruch.

Kolejne zawody Pucharu Świata odbędą się w przyszły weekend w norweskim Stavanger, a później łyżwiarze przeniosą się za ocean, by rywalizować o punkty w amerykańskim Salt Lake City i kanadyjskim Calgary. Finał Pucharu Świata zaplanowano na marzec w holenderskim Heerenveen.

PZŁS
Fot.: PZŁS – Rafał Oleksiewicz